piątek, 22 sierpnia 2014

Tarta frangipane z malinami

Raspberry frangipane tart 
Scroll down for recipe in English 
Zgodnie z obietnicą dziś mam kolejną gratkę dla miłośników połączenia maliny - migdały. Tym razem jest to pyszna, delikatna tarta ze słodkim kremem frangipane, w którym zatopione są lekko kwaskowate maliny. Jak dla mnie istne niebo. Dla niewtajemniczonych, frangipane to nic innego jak tarta wypełniona zapiekanym kremem na bazie mielonych migdałów, podkręcona dodatkowo ekstraktem migdałowym. Jest miękka, lekko ciągnąca i doskonale pasuje do większości owoców. W tamtym roku robiłam ją po raz pierwszy, w wersji z rabarbarem i na cieście francuskim (przepis klik). Wtedy zakochałam się bez pamięci w kremie frangipane i w ogóle w połączeniu słodkiego smaku migdałowego z naturalną kwaskowatością owoców. W tym sezonie marzy mi się jeszcze frangipane z brzoskwiniami, ale tyle rzeczy jest jeszcze do wypróbowania, a jeszcze nie udało mi się opracować żadnego patentu na rozciąganie czasu. 

czwartek, 14 sierpnia 2014

Muffinki z malinami i migdałową kruszonką

Raspberry muffins with almond crumble 
Scroll down for recipe in English 
Jak zawsze o tej porze roku jednym z głównych bohaterów w mojej kuchni stają się maliny. Teraz jest ich jeszcze więcej, bo powoli zaczynają owocować te dosadzone zeszłej jesieni. Zbieranie malin to czynność raczej przyjemna, nawet dla ludzi takich jak ja, którzy na co dzień raczej stronią od prac ogrodowych. Ze zbierania rzadko wraca się głodnym zwłaszcza, kiedy niemal co drugi owoc ląduje nie w pojemniku, ale w ustach zbieracza. Czasami po prostu trudno się oprzeć, bo przecież prosto z krzaka zawsze smakują najlepiej.
Mimo tego podjadania przy zbieraniu, do kuchni i tak docierają ogromne ilości malin. Trzeba więc szybko decydować się co z nich zrobić. Oczywiście są soki i dżemy, bo jakże by nie zachować sobie trochę tej dobroci na zimowe miesiące. Są też i wypieki, całkiem sporo wypieków z malinami. Ostatnio były te babeczki z kruszonką migdałową. Babeczki, które planowo miały być czymś innym, ale rozdrobnienie migdałów do postaci mąki w sposób tradycyjny, czyli bez młynka czy blendera, okazało się zadaniem przerastającym w tamtym momencie moje siły. Powstały więc muffinki z malinami i kruszonką z migdałów. I wiecie co? Cieszę się, że powstały, bo mimo tego, że to tylko zwykłe babeczki, okazały się zaskakująco pyszne. Po raz kolejny połączenie migdałów i malin zdało egzamin i wkrótce pojawi się tu w kolejnej odsłonie, bo w końcu musiałam przecież stworzyć to, co pierwotnie urodziło się w mojej głowie.

sobota, 9 sierpnia 2014

Tarta z kremem bazyliowym i owocami

Basil tart with fresh fruits 
Recipe in English below 
Dziś nareszcie zaczynam długo wyczekiwany urlop. Nie wiem jak Wy, ale ja naprawdę lubię jakoś uczcić początek czegoś tak miłego. Nie mówię tu o niczym wielkim i szczególnym. Po prostu trochę się rozluźnić, zjeść ulubiony makaron na obiad, pomalować paznokcie na jakiś zwariowany kolor, posiedzieć spokojnie w ogrodzie i popatrzeć na chmury doszukując się w nich fantazyjnych kształtów. Sama nie wiem czy bardziej cieszę się z odpoczynku od pracy, czy z nieograniczonej ilość czasu na gotowanie i fotografowanie. Pewnie po trochu z obu tych rzeczy, co jednak nie zmienia faktu, że przez ostatnie dni szczególnie intensywnie robiłam te kulinarne plany.   
Początek letniego wypoczynku aż się prosi o jakiś przepis pasujący do tematu. A czy może być coś bardziej letniego niż tarta z lekkim kremem i świeżymi owocami? Nie wydaje mi się. Kolejny raz wykorzystałam do kremu bazylię z cytryną i będę trzymać się tego, że to jedno z najbardziej trafnych połączeń na świecie. A poza tym moja bazylia przeżywa drugą młodość odkąd wysadziłam ją na grunt w ogródku i teraz mogę dosłownie czerpać z niej garściami. Taką garść urwałam też do kremu. To, że bazylia świetnie komponuje się z owocami od dawna wszyscy wiemy, ale to, że tak dobrze będzie jej w towarzystwie czekoladowego ciasta było dla mnie poniekąd zaskoczeniem. Wiadomo, nadzieję miałam, inaczej nie dodałabym kakao do ciasta, ale pewności nie było. Niemniej eksperyment się powiódł i bardzo zachęcam do wypróbowania tej tarty.

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Letnie napoje dla Spring Plate

Zupełnie wyleciało mi z głowy, że chciałam Wam tu wspomnieć o moim małym wkładzie w powstanie wakacyjnego numeru magazynu Spring Plate. Tym razem przygotowałam do niego napoje, które nieco pomagają przetrwać tropikalne upały, z jakimi musimy się ostatnio borykać. Temat był przyjemny i dość łatwy, bo ze względu na szalone tempo w pracy związane z montowaniem i ostatecznym dopracowywaniem wystawy, nic bardziej czasochłonnego nie dałoby rady powstać. Przygotowałam trzy różne napoje: truskawkową mrożona herbatę, napój brzoskwiniowy z rozmarynem i białą sangrię z owocami. Wszystkie trzy były wspaniałe (nie ma to jak skromność) i każdy z nich był wynikiem jakiegoś kulinarnego eksperymentu. Moje serce najbardziej podbił napój brzoskwiniowy, zwłaszcza po porządnym schłodzeniu. Mrożona herbata też była niczego sobie. Pierwszy raz przygotowywałam ją w domu i byłam naprawdę pozytywnie zaskoczona, że wyszła taka dobra. Kiedyś piłam sporo tej butelkowej wersji i doskonalę widzę jak pozytywnie na smaku odbija się brak tej całej chemii. Zresztą, czy nie jest tak w każdym przypadku? Sangria natomiast okazała się wprost idealnym napojem na cieple, letnie wieczory. Po skończonej sesji usiadłam sobie na huśtawce i powoli sączyłam zimny napój, który zdążył już przejść aromatem i kolorem owoców.

środa, 30 lipca 2014

Ciasto czekoladowe z Guinnessem i wiśniami

Chocolate cherry Guinness cake 
Scroll down for recipe in English 
Z jakiegoś dziwnego powodu idea dodawania alkoholi do ciast i deserów zawsze wydawała mi się szczególnie pociągająca. Zaczęło się chyba od ciasta Gin&Tonic, a potem to już kolejne drinki i alkohole gładko przemieniały się w mojej głowie w słodkie wypieki. Dziś przedstawiam Wam mój cukierniczy debiut z wykorzystaniem piwa Guinness i piwa w ogóle. Nigdy wcześniej Guinnessa nie próbowałam i miałam co do niego wielkie oczekiwania, które nie do końca spełnił. Ma całkiem ciekawy smak, przypominający nieco orzechy i syrop klonowy. Mimo tego, że obie te rzeczy darzę wielką miłością, to nie będzie on raczej moim ulubionym piwem.
Jeśli mówimy o Guinnessie, to oczywiście w grę wchodzi ciasto czekoladowe. Konserwatyści pewnie w tym momencie zaczną podskakiwać i oburzać się, że jak to ciasto bez grama czekolady można nazwać czekoladowym. A no można. Jest w nim tyle kakao, że po upieczeniu będziecie mieć wrażenie, że poszły na nie jakieś dwie tabliczki czekolady. Wcale nie żartuję. Poza tym ciasto nie jest ani odrobinie suche. Właściwie to ma niesamowitą strukturę. Jest lekkie i puszyste, ale delikatnie zbite; wilgotne, ale nie maziaste. Nie przypomina ani murzynka, ani brownie, a zdaniem degustatorów, i moim także, jest od nich o niebo lepsze. Musicie koniecznie je upiec, bo być może odmieni Wasze spojrzenie na czekoladowe ciasto i przekona, że bez czekolady też może być naprawdę czekoladowo. 

sobota, 26 lipca 2014

Deser jagodowy z czekoladą

Blueberry chocolate dessert 
Scroll down for recipe in English 
Zanim przejdziemy do tych smakowitych jagód, o których będzie dziś mowa, chciałabym najpierw podzielić się z Wami pewnym odkryciem. Odkrycie dotyczy właściwie mojej osoby, ale może i Wy macie podobne doświadczenia. Jakiś czas temu opiekowałam się prze weekend małym kotkiem. Kto mnie zna ten wie, że wprost przepadam za kotami. Gdy tylko jakiegoś zobaczę jestem jak dziecko, które chce słodką kicię złapać i ukochać. Oczywiście znawcy kotów domyślą się, że nakłonienie  niechętnego, nieznanego kota do zabawy, lub co gorsza próba bezgłośnego podejścia i złapania go, w 99,9% kończą się sromotnym niepowodzeniem. W każdym razie naprawdę kocham koty i marzę, by kiedyś mieć własnego Maine Coona. Myślałam wiec, że taka weekendowa opieka na kotem to fajna zabawa, że się wprawię i będzie cudownie. Oczywiście, było wprost rozczulająco, kotek był przesłodki i uroczy, ale prawdę mówiąc to były strasznie stresujące dwa dni i tego wcale się nie spodziewałam. Czułam się jak matka, która przyniosła do domu nowo narodzone dziecko, zupełnie nie ma pojęcia co z nim zrobić, a co gorsza boi się, że coś zrobi źle. Mogę śmiało powiedzieć, że spędziłam weekend na niemal obsesyjnym zastanawianiu się co oznacza każde miauknięcie, czy kotek nie powinien iść spać, czy nie trzeba go obudzić, żeby nie szalał w nocy, czy nie zjadł za dużo, czy nie zjadł za mało i tak w kółko. Po tych dwóch dniach zrozumiałam, że chyba jeszcze nie do końca jestem gotowa na taką odpowiedzialność, jaką jest opiekowanie się żywą istotą. Podobno najpierw trzeba przejść próbę roślinki i dopiero po jej pomyślnym przejściu można myśleć o zwierzaku. Z roślinkami też mi doi tej pory nie szło, notorycznie o nich zapominałam i każda kończyła całkowicie zasuszona. Ale zobaczymy. Teraz mój kierownik idąc na urlop zostawił mi swój kwiatek pod opieką. Jak przeżyje 3 tygodnie ze mną, to znaczy, że jeszcze będą ze mnie ludzie.
A co z tym wszystkim ma wspólnego jagodowy deser? Otóż robiłam go w czasie opieki nad kociakiem i mocno mi przypomina tamte dni. Chyba dawno nie obfotografowałam niczego tak szybko i sprawnie jak ten właśnie deser. Nie poświęciłam na to więcej niż 20 minut, bo czułam się bardzo źle opuszczając kotka i nie poświęcając mu swojej uwagi. Mówię Wam, istny obłęd.

niedziela, 20 lipca 2014

Placek brzoskwiniowy

Peach Pie 
Scroll down for recipe in English 
Często jest tak, że nie doceniamy małych rzeczy, pozornie błahych i nieistotnych. Dopiero, gdy coś burzy spokój w naszym życiu, zaczynamy zdawać sobie sprawę, że to właśnie te małe rzeczy budują szczęście. Gdy coś idzie nie tak, gdy przychodzi taki dzień, że lepiej by było, gdyby nigdy się nie zaczął, najbardziej tęsknię właśnie za takimi małymi przyjemnościami. Za spokojnym popołudniem spędzonym w ogrodzie, za rozkoszowaniem się ciepłym letnim powietrzem, za zwykłą rozmową z kimś, z kim po prostu lubię spędzać czas. Codziennie uczę się, żeby doceniać to, co mam. Nie chodzi tylko o rzeczy materialne, ale o ulotne chwile, pozornie nic nie znaczące sytuacje, w których na pierwszy rzut oka nie ma nic specjalnego. Jednak gdy przeminą, uświadamiam sobie jak były cenne, jak dużo radości mi przyniosły i zaczynam żałować, że nie mogły trwać dłużej.
Takie ulotne, ale jakże cenne chwile, zdążają się każdego dnia. Czasami doświadczam ich w kontaktach z ludźmi, czasami w pracy, a czasami przebywając sama ze sobą. Taką chwilą pełną przyjemności, która naprawdę zasługuje na docenienie może być upieczenie ciasta, a potem zjedzenie kawałka ze smakiem. Placek z brzoskwiniami i brzoskwinie w ogóle, nieodmiennie kojarzą mi się z takimi właśnie małymi, słodkimi przyjemnościami.

poniedziałek, 14 lipca 2014

Sałatka z groszku i truskawek

Green peas strawberry salad 
Scroll down for recipe in English 
Ostatnie dni są trochę zwariowane. W pracy nastał gorący okres, na który od dawna się szykowaliśmy. Od kilku dni montujemy wielką i wspaniałą wystawę. Cudownie jest widzieć jak wiele małych elementów, tak długo dopieszczanych przez tyle osób, zaczyna żyć razem i tworzy piękną całość. Nie spodziewałam się, że aż tak spodoba mi się ta część pracy w muzeum. Ale pomimo pośpiechu w pracy mam też trochę czasu na przemyślenia. Często siadam sobie popołudniu na ogrodowej huśtawce i huśtając się przez dobre pół godziny zastanawiam się nad wieloma sprawami. Dzięki temu doszłam do wniosku, że trochę straciłam serce do mojego bloga w obecnym kształcie. Nie chodzi o to co robię, ale jak to robię. Przez pośpiech i brak czasu zaczęłam stawiać raczej na ilość, niż na jakość wpisów. A to bardzo mi się nie podoba i nigdy nie chciałam iść w tę stronę. Dlatego teraz powoli postaram się wrócić na właściwy kurs, który jakiś czas temu sobie obrałam. Mam też kilka planów, które postaram się zrealizować w najbliższej przyszłości. 

środa, 9 lipca 2014

Odwracane ciasto z jagodami

Upside down blueberry cake 
Scroll down for recipe in English 
Czas zaczął płynąć dla mnie nieco inaczej. Do tej pory lipiec był miesiącem odpoczynku, lenistwa i braku większych obowiązków. Gdy żyje się tak od wielu lat trochę ciężko pogodzić się z tym, że teraz to miesiąc pracy jak każdy inny. Lato nadeszło całkiem niespodziewanie. Z dnia na dzień w ogrodzie pojawia się więcej sezonowych warzyw i owoców. Trochę ubolewam nad tym, że nie mam teraz aż tyle czasu, by każde z nich w pełni wykorzystać. Ale nie chcę narzekać. Kilka dni temu siedziałam sobie w moim ulubionym miejscu w ogrodzie, pod starą wiśnią. Nagle kolejny raz dotarło do mnie jak zabawne i nieprzewidywalne potrafi być życie. Prawie dokładnie rok temu siedziałam w tym samym miejscu i starałam się pogodzić z tym, że jak mi powiedziano, nie ma szans na dostanie się na staż tam gdzie bym najbardziej chciała. A jednak, udało się. Trzeba było poczekać, trochę się podenerwować, ale dzięki temu jestem tam już czwarty miesiąc i zostanę jeszcze przez pięć kolejnych. Czasami rzeczywiście jest tak, że porażka może przerodzić się w coś znacznie lepszego niż pierwotny cel, że któregoś dnia będziemy wdzięczni usłyszane wtedy  "nie".
Najbardziej pracowity lipiec od wielu lat sprawił, że kiedy już coś piekę, to są to raczej rzeczy proste. W wolnych chwilach wolę posiedzieć sobie w ogrodzie, nacieszyć się słońcem, świeżym powietrze i wszystkim tym, czego brakuje człowiekowi w czasie 8 godzin w biurze. Z tym ciastem nie miałam dużo pracy. Wystarczyło wysypać jagody, wymieszać składniki, zalać i upiec. A potem można się rozsiąść z kawałkiem i cieszyć słodkim latem.

piątek, 4 lipca 2014

Ciasto jaglane z truskawkami

Strawberry millet cake 
Scroll down for recipe in English 
Gdzie się ostatnio nie obrócę, to zalewa mnie ogromna ilość ciast i deserów z wykorzystaniem kaszy jaglanej. Już jakiś czas temu zaczęłam się powoli przymierzać do wypróbowania jej w jakimś wypieku. Nabyłam nawet w tym celu stosowne pudełeczko, które niestety trochę przeleżało w szafce, a trochę zostało objedzone przy innych okazjach. Na szczęście jedną małą torebeczkę udało mi się uchować i przy stosownej okazji mogłam się zabrać za pieczenie.

Co można napisać o samym cieście? Proste, ucierane, z truskawkami. Dość ciężkie, ale nie zbite, wilgotne od kaszy. Mocno pragnę wierzyć, że zdrowe, bo zjadłam więcej niż jeden kawałek :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...