Szybka zupa brokułowa

Zimą bardzo mi brakuje świeżych, sezonowych warzyw. Czasami niemal czuję, jak mój organizm głośno domaga się witamin i kolorów na talerzu. Poza sałatkami zaczęłam też w miarę regularnie jadać gęste zupy, za którymi kiedyś nie szczególnie przepadałam. Wyjątkowo upodobałam sobie zupę brokułową. Z brokułem żyliśmy jeszcze do niedawna trochę obok siebie, a ja znacznie częściej sięgałam po kalafior. Poza sezonem kalafior mi jednak w ogóle nie smakuje, więc postanowiłam przeprosić się z brokułem i tak się zaczęło szaleństwo. Najchętniej jadłabym go codziennie. Lekko zblanszowany, delikatnie osolony, więcej mi nie trzeba. Podobnie jest z tą zupą. Robi się ją w 5 minut,  a składniki można policzyć na palcach jednej ręki, ale smakuje doskonale. Intensywny, niczym nie zakłócony brokułowy smak, piękny zielony kolor to jest to, czego mi ostatnio potrzeba.

Czytaj dalej

Zupa dyniowa

W dzieciństwie byłam raczej wybredna. Nakłonienie mnie do zjedzenia wielu rzeczy graniczyło niemal z cudem. Byłam dzieckiem nadzwyczaj upartym i im bardziej usiłowano mnie do czegoś przekonać, tym bardziej ja się opierałam. Nie ukrywam, że często był to wynik czystej złośliwości i nie raz czerpałam dziwną satysfakcję z wyprowadzani innych z równowagi. I nie chodziło tyko o jedzenie. Moja złośliwa strona przodowała przede wszystkim w kwestii zdrowia i różnych zabiegów z tym związanych. Szczególnie utkwiła mi w pamięci scena, w której rodzice zabrali mnie na badania krwi, których oczywiście nie chciałam, ale że byli silniejsi musiałam ulec. Skoro nie udało mi się zapobiec niechcianemu pobieraniu krwi, to postanowiłam, że przynajmniej porządnie dam popalić wszystkim bogu ducha winnym osobom, które miały nieszczęście być przy tym obecne. Były krzyki, szarpanina i odgrażanie się w sposób, w jaki kilkuletnie dziewczynki nie powinny się odgrażać. Z kolei innym razem ugryzłam szkolną dentystkę 🙂 Ale to już historia na inną okazję, więc wróćmy może do jedzenia.
Czytaj dalej