Najprostsze faworki

najprostsze faworki; chrust; chruściki; Tłusty Czwartek; karnawał; modern taste; fotografia kulinarna

 

Faworki, zwane też w niektórych kręgach chrustem, to obok pączków chyba ulubiony przysmak jedzony w zarówno w Tłusty Czwartek, jak i w okresie całego karnawału. W starym zeszycie z przepisami mojej mamy mam kilka przepisów na faworki, ale szczerze mówiąc co roku wybieram ten, którym chcę się dzisiaj z Wami podzielić. Dlaczego akurat ten? Trudno powiedzieć, może po prostu dlatego, że jest najprostszy ze wszystkich. Czytaj dalej

Cronuts

cronuts, tłusty czwartek, oponki, pączki

Nie ma to jak na swoim. Przeniesienie bloga na WordPress i własny hosting nareszcie stało się faktem, a nie tylko ciągle odkładanym na przyszłość planem. Ale nie będę się teraz o tym rozpisywać. Być może powstanie na ten temat osobny wpis, o ile wena okaże się dla mnie łaskawa. Czas na pierwszy przepis w nowym miejscu. Nie można zacząć od byle czego, więc na pierwszy ogień pójdzie Cronut.

Ale czym właściwie jest Cronut? Pod tą nazwą kryje się połączenie croissanta i donuta, czyli amerykańskiego pączka z dziurką, u nas zwanego po prostu oponką. Z Cronuts zetknęłam się pierwszy raz jakiś rok temu, kiedy ten cukierniczy cudak pojawił się w jednym z moich ulubionych seriali „2 Broke Girls”. Główne bohaterki starały się odkryć w czym tkwi fenomen cronutów i przenieść ten sprawdzony wzorzec na cupcakes. Według twórców serialu sukces cronuts polega na tym, że są to dwie pyszne rzeczy połączone w jedno. Ponoć one thing isn’t enough anymore.
Czytaj dalej

Dyniowe donuts z klonowym kremem

Niestety, jest tak, że nie wszystko da się w sobie zmienić. Nad wieloma rzeczami można pracować, ale zawsze zostaje coś, co prędzej czy później trzeba będzie po prostu zaakceptować. U mnie jest to odkładanie wielu rzeczy na później, zwane też prokrastynacją. Ostatnio mocno z tym walczę i wiem, że gdybym tylko mocniej się postarała mogło by się udać. Jakiś czas temu kupiłam sobie nawet wielką białą tablicę, która zawisła nad biurkiem i która w zamierzeniu ma mi pomóc jakoś ogarnąć chaos zadań w mojej głowie. Zobaczymy co z tego wyjdzie. A może po prostu powinnam pogodzić się z tym, że to presja czasu i adrenalina sprawiają, że pracuję najefektywniej?
Czytaj dalej

Churros z cynamonem i sosem czekoladowym

Trochę spóźniłam się z tym przepisem. Karnawał się skończył, zaczął się post, a tym czasem ja ma dziś dla Was churros. Jak pewnie wszyscy wiemy, churros pochodzą z Meksyku, a są niczym więcej jak smażonymi na głębokim tłuszczu kawałkami ciasta parzonego. Pomysł, żeby przygotować te rozpustne maleństwa był bardzo spontaniczny.
Czytaj dalej

Semlor

Rok temu, przy okazji Tłustego Czwartku, pierwszy raz spróbowałam Semlor. Od tamtej pory oddałabym za te bułeczki niejednego pączka czy ciastko. Właściwie to od nich zaczęła się moja miłość do marcepana. Semlor to nic innego jak delikatne, pachnące kardamonem bułeczki, wypełnione migdałowym nadzieniem i bitą śmietaną. Szwedzi często jedzą je zatopione w ciepłym mleku. W tym roku pierwszy raz spróbowałam tego sposobu podania i szczerze polecam.

Czytaj dalej

Drożdżówki francuskie z serem

Od kilku dni niezaprzeczalnie czuję wiosnę, która od lat kojarzy mi się ze zmianami i nowością. Bardzo możliwe, że ta wiosna będzie tym szczególnie naznaczona, ale jeszcze za wcześnie o tym mówić, żeby przypadkiem nie zapeszyć. Skupiam się na razie na wiosennych porządkach. Jak to u typowej kobiety bywa, u mnie też porządki te dotykają zwykle w pierwszej kolejności szafy, fryzury czy makijażu. Porządkuję też dysk, wygrzebując zapomniane zdjęcia i przepisy. Kilka dni temu była to orzechowa szarlotka sypana, natomiast dziś francuskie drożdżówki z serem. Nazywam je drożdżówkami, bo właśnie jako drożdżówki były sprzedawane na stoisku z pieczywem, do którego jeszcze kilka lat temu bardzo często zaglądałam. Dziś wolę je przygotować w domu, bo jednak takie są o niebo lepsze.

Czytaj dalej

Przepisy na Sylwestra i karnawał

Sylwester powinna dzielić od Świąt zdecydowanie dłuższa przerwa. Przecież wiadomo, że po świątecznym obżarstwie żadna kreacja aż tak dobrze nie leży. Te kilka dni w niektórych przypadkach to zdecydowanie za mało na powrót do formy i do normalnego jedzenia. Wiadomo, resztki po Świętach same się nie dojedzą, a bliski koniec roku sprawia, że myśl o odchudzaniu spychamy gdzieś głęboko w odległe zakamarki naszej świadomości tłumacząc sobie, że od nowego roku poważnie zabieramy się za siebie.

Czytaj dalej

Gniazdka

 

Gniazdka, pączki hiszpańskie, pączki wiedeńskie… Różne nazwy, ale pod każdą z nich kryje się to samo. Okrągłe pączki z ciasta parzonego, smażone na głębokim tłuszczu i polane słodkim lukrem. Niebo w gębie i jedna z najbardziej rozpustnych rzeczy. Gniazdka, bo w mojej okolicy tak je zwą, zawsze stały dla mnie kilka stopni nad pączkami i faworkami. Cudownie delikatne i słodkie, ale też tłuste i kaloryczne. Jedzone raz na jakiś czas są wielką przyjemnością, ale jedzone zbyt często mogą szybko zbrzydnąć. Wyglądają bardzo efektownie, ale są naprawdę proste w przygotowaniu. Wiem, że wiele osób boi się ciasta parzonego, ale prawda jest taka, że bardzo trudno je zepsuć, a najbardziej podstępnym etapem jest pieczenie. Tu pieczenia nie ma i nie ma strachu, że coś opadnie. Warto przynajmniej raz sobie je w domu przygotować.
Czytaj dalej

Pieczone donuts

Wspominałam kiedyś, że nie przepadam za pączkami. Zdania nie zmieniam, ale musicie przyznać, że donuts to zupełnie co innego. Te pączki z dziurką nie mają nadzienie, bo i mieć nie mogą, ale za to można polać je czym tylko dusza zapragnie. Ponad to dzięki nim miałam okazję pobawić się kolorowymi posypkami, które już kilka miesięcy leżały nieużywane i zapomniane w szafce. Zabawa była przednia i poskutkowała rękami, stołem, naczyniami i w ogóle wszystkim umazanym czekoladą, oraz obowiązkowo posypką rozsypaną na podłodze. Czasami mam wrażenie, że połączenie między moim mózgiem a rękami nieco szwankuje i one rządzą się swoimi prawami 🙂
Czytaj dalej

Semlor – szwedzkie bułeczki z kardamonem

Ostatnio jestem coraz to bardziej i bardziej zafascynowana Szwecją, tak jak kiedyś Włochami, które swoją drogą dalej uwielbiam. W sumie to moja miłość do Italii wzięła się trochę z przypadku. Kilka lat temu postanowiłam pożytecznie spędzić wakacje i zapisać się na jakiś kurs językowy. Ciągnęło mnie do szwedzkiego, ale niestety nie udało mi się znaleźć w okolicy żadnego kursu. Stanęło więc na włoskim. Absolutnie nie żałuję, to piękny język i wspaniała kultura. Trochę mam wyrzuty sumienia, bo ostatnio zaniedbałam naukę, ale planuję to naprawić. W każdym razie szwedzki i Szwecja cały czas chodzą mi gdzieś po głowie i mam nadzieję, że kiedyś uda się coś z tym zrobić 🙂

Czytaj dalej