Słodko – kwaśne tofu

tofu; słodko - kwaśne tofu; wegetarianizm; wegetariański przepis; obiad bez mięsa; wege; kuchnia azjatycka

 

Nareszcie nadszedł ten dzień, w którym tofu debiutuje na moim wypełnionym słodkościami blogu. Rzadko pojawiają się tu przepisy wytrawne, bo moje kulinarne eksperymenty skupiają się głównie na słodkim. Może jako blogerka kulinarna nie wypada mi tak pisać, ale jeśli chodzi o dania wytrawne, to mam swoje pewniaki, których się trzymam na co dzień. Poza tym zawsze wiedziałam, że lepiej mi idzie pieczenie niż gotowanie i tego się do tej pory trzymałam. Czas jednak na zmianę, bo zmieniła się też moja dieta zmuszając mnie do poszukiwań i eksperymentów. I powiem wam, że całkiem mi z tym dobrze.

Na początku tego roku, jakoś na przełomie stycznia i lutego, przestałam jeść mięso. Postanowiłam nie krzyczeć od razu na prawo i lewo, że zostałam wegetarianką, bo w sumie nie wiedziałam czy będzie to decyzja na stałe. Nie chciałam sobie nic narzucać, nakładać na siebie presji deklarowania się raz i na zawsze. Po tych kilku miesiącach już wiem, że to jest na zawsze i do mięsa już nie wrócę, więc mogę się bez obaw tą zmianą podzielić.

Dlaczego zdecydowałam się na wegetarianizm? Tak naprawdę nie mam na to jednej odpowiedzi. Nie była to decyzja spontaniczna. Czułam, że to dojrzewało we mnie już od dłuższego czasu. Dokładnie od czasu kiedy zaczęłam praktykować jogę. Nie chcę pisać, że joga zrobiła ze mnie wegetariankę, chociaż spotkałam się z opinią, że każdy kto wchodzi w jogę wcześniej czy później porzuca mięso. Nie wiem czy tak było ze mną. Faktem jest, że narastał we mnie sprzeciw wobec przemysłowemu hodowaniu zwierząt i dyskomfort na myśl o tym, że jakaś istota musiała oddać życie żebym ja mogła mieć szyneczkę na kanapce albo kiełbaskę w jajecznicy. Nie zrozumcie mnie źle. Daleko mi do krytykowania kogokolwiek za jedzenie mięsa, bo w końcu sama jadłam je przez większość życia. Wiem, ze to musi być indywidualna decyzja, do której każdy musi dojrzeć sam. Ja dojrzałam niedawno i z całego serca życzę tego wszystkim, bo świat bez mięsa jest wspaniały. Wypełniają go smaki i produkty, których ja osobiście raczej bym nie spróbowała gdyby nie wegetarianizm.

Jednym z takich produktów jest tofu. Pierwszy raz spróbowałam go chyba po 2-3 tygodniach bez mięsa i nie byłam przekonana, że jeszcze kiedyś po nie sięgnę. Dla wyjaśnienia dodam, że wspomniane tofu było doprawione tylko niedużą ilością soli i pieprzu i lekko podsmażone. Na szczęście poszłam po rozum do głowy i zaczęłam szukać informacji jak je przyrządzić, żeby smakowało jak coś jadalnego. Postanowiłam dać mu drugą szansę. Na jednym z amerykańskich blogów trafiłam na to słodko – kwaśne tofu. Takie azjatyckie smaki nigdy nie należały do moich ulubionych, ale z jakiegoś powodu postanowiłam wypróbować ten przepis. Nazwijcie to intuicją, nie wiem. W każdym razie na drugi dzień kupiłam tofu, wymieszałam sos, wszystko usmażyłam a potem dorzuciłam ugotowany ryż. Doświadczyliście kiedyś tych osławionych fajerwerków w czasie pierwszego pocałunku z tą właściwą osobą? Tak się właśnie poczułam po pierwszym kęsie. Gdybym nie siedziała przy stole to nogi by się pode mną ugięły. No może trochę przesadzam, ale na pewno zrobiłam wielkie oczy i pomyślałam sobie coś w stylu „cholera, nie myślałam, że to będzie aż takie dobre”. Pamiętam, że szybko pochłonęłam całą porcję, a kolejnego dnia zrobiłam na obiad dokładnie to samo.

 

tofu; słodko - kwaśne tofu; wegetarianizm; wegetariański przepis; obiad bez mięsa; wege; kuchnia azjatycka

 

Słodko – kwaśne tofu

porcja dla 2 osób

 

1 opakowanie tofu (180 g)
garść groszku cukrowego (lub inne warzywo które można jeść po krótkim obsmażeniu np. papryka)
2-3 łyżki oleju do smażenia
sól i pieprz do smaku
ugotowany ryż lub makaron

 

sos słodko – kwaśny

3 łyżki ketchupu
4 łyżki octu jabłkowego
1 łyżka sosu sojowego
3 łyżki brązowego cukru/syropu klonowego/miodu
4 łyżki wody

 

Tofu kroimy w plastry o grubości ok. 1 cm. Przykrywamy ręcznikiem papierowym i równomiernie dociskamy. Ja zazwyczaj kładę na nie deskę do krojenia i np. garnek. Chodzi o to, żeby odcisnąć wodę. Zostawiamy tak tofu na jakieś 5 minut. Po tym czasie kroimy w kostkę.

Groszek cukrowy myjemy i odsączamy na ręczniku papierowym. Na patelni rozgrzewamy oliwę. Wrzucamy tofu, lekko doprawiamy solą i pieprzem i smażymy na złotobrązowy kolor.

W czasie smażenia tofu robimy sos. Wszystkie składniki dokładnie ze sobą mieszamy. Na tym etapie dobrze jest spróbować sosu i zdecydować o ewentualnych zmianach proporcji. Ja lubię dość kwaskowaty i na taki podaję przepis.

Kiedy tofu jest już gotowe dodajemy na patelnię groszek cukrowy i smażymy aż lekko zmięknie i się zarumieni, jakieś 2-3 minuty. Na koniec wlewamy sos i dokładnie mieszamy, żeby ładnie wszystko pokrył. Kiedy sos zgęstnieje danie jest gotowe. Podajemy je z ryżem lub makaronem.

 

 

admin

One Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.